LIFESTYLE

„Musisz być wściekły, kiedy nie robisz zdjęć” – wywiad z Marleną Jabłońską, Laureatką KFE 2013

Powroty z planów wraz zachodem lub wschodem słońca. Fotografia, która powoduje euforię, kadrowanie oczami otoczenia i tworzenie spójnych historii obrazem. Przeczytajcie wywiad z Marleną Jabłońską – Laureatką 5. edycji KFE 2013, która opowiada o tym, jak wygląda studiowanie fotografii i co zrobić, by robić lepsze zdjęcia!

Kiedy i w jaki sposób zaczęła się Twoja przygoda z fotografią?

W bardzo zabawny sposób, pomyliłam specjalizacje przy zapisie na studia. Zamiast na PR wylądowałam na Fotografii. Na Uniwersytecie Warszawskim nie jest wymagana teczka prac własnych przy rekrutacji i bardzo dobrze, bo nie miałam wtedy nawet jednego zdjęcia, które mogłam pokazać. Nigdy nie myślałam o fotografii, a tym bardziej o tym, że można ją studiować. Ale uznałam sytuację za strasznie zabawną i jednocześnie wartą przetestowania. Bo przecież pewnie pokażą tylko, jak działa ta cegła z przyciskami, a reszta przedmiotów będzie taka sama…

Dlaczego akurat fotografia i w jaki sposób ewoluował Twój styl, zmieniały się dziedziny, którymi się interesujesz?

No i właśnie. Okazało się, że tam naprawdę trzeba robić zdjęcia. Że są różne rodzaje fotografii, że jest historia, niby krótka, ale materiał nie ma końca, że wkrada się fizyka, której nienawidzę szczerze. Pierwszy semestr kojarzę z niezaliczonymi kolokwiami i wstydem, bo nie byłam w stanie zrobić ostrej klatki. Pamiętam, jak bardzo się wściekałam. I zawzięłam. I zaczęłam fotografować wszystko, żeby nauczyć się opanować sprzęt i zrozumieć, dlaczego działa tak, a nie inaczej.

Na mój rozwój, pod każdym względem, mają ogromny wpływ osoby, które są blisko i fascynują mnie swoją osobowością. Dlatego na UW zakochałam się w historii fotografii, reportażu i dokumencie, zajęcia prowadził w świetny sposób Andrzej Zygmuntowicz. Zaczęłam bawić się w martwą naturę, którą pokazywał mi przyjaciel. I w sumie to zostało, człowiek i jego historie, pokazane w nieco kreacyjny sposób.

Obecnie studiujesz w Opavie. W jaki sposób można rozpocząć naukę na kierunku fotografia? Jak wygląda studiowanie takiego kierunku? Czym różni się od popularnych studiów?

Trzeba nauczyć się czeskiego (hahaha). Dobra, to nie jest prawda, aczkolwiek wykładowcy bardzo szanują, kiedy przychodzi Polak i nawiązuje konwersację w ojczystym dla nich języku, to znaczy, że bardzo mu zależy.

A to jest najważniejsze. Nie możesz po prostu chcieć robić zdjęć. Musisz być wściekły, kiedy ich nie robisz, musisz nieświadomie kadrować oczami otoczenie, w którym aktualnie przebywasz. I nie robisz tego tylko dlatego, bo chcesz być dobrym fotografem (cokolwiek to oznacza). Robisz to, żeby poczuć tę euforię w żołądku, kiedy patrzysz na wywołany negatyw, i okazuje się, że tam coś jest! I że powstało jeszcze coś nowego, bo Twój aparat jest zepsuty i czasem wpuszcza więcej światła niż powinien. Czasem ktoś Ci powie, że to najpiękniejsza rzecz, jaką ostatnio widział. I wtedy czujesz się jak największy wygrany, bo przecież Ty to stworzyłeś, od początku do końca. Światłem, czasem, kadrem i pudełkiem, które to zarejestruje w dany dla siebie sposób. Musisz o tym pamiętać, bo nie zawsze jest różowo, i czasem pojawia się ochota, żeby to wszystko rzucić w cholerę.

A wracając do szkoły. Opava o tyle wyróżnia się na tle okolicznych uczelni, że wymaga fotografii, które tworzą pewną całość, historię. Muszą być ciągiem pasujących do siebie formalnie i treściowo zdjęć, o których jesteś w stanie opowiedzieć. Bo nie jest sztuką zrobienie dobrej klatki. Na kilkaset zawsze się trafi jeden sztos. Najważniejsze jest, żeby kadry opowiadały o tym, co pragniesz przekazać widzowi. Na studiach rozwijamy to myślenie, spotykając się w gronie przyjaciół, dyskutujemy nad tym co już powstało, co chcemy zrobić i co nigdy nie będzie miało miejsca. Powtórzę się, ale naprawdę najważniejsze są osoby dookoła Ciebie. A Opava zapewnia nam cudowne miejsce do spotkań i ludzi, którzy poza ciekawą osobowością też myślą fotograficznie, więc to jest takie combo, że te 5 spotkań w roku jest wystarczające do dywagacji i inspiracji. Poza tym oczywiście możemy konsultować swoje prace z wykładowcami, co jest bardzo cenne przy długoterminowych realizacjach. Mamy także przedmioty typu psychologia, dokument, historia, intermedia, one są bardzo teoretyczne, ale na koniec roku musisz zrobić zaliczenie fotograficzne, więc próbujesz nowego. I albo zostaje to z Tobą na dłużej, albo idziesz dalej.

Większości wydaje się, że studia artystyczne polegają na nieustannym bełkocie o istocie istnienia. Wiecie co? Czasem bardzo bym chciała żeby to tak wyglądało.

Oczywiście, nie mamy tutaj kolokwiów, wejściówek i tak dalej. Jesteś z wykładowcą na cześć, czasem wymieniacie wiadomości na Facebooku w środku nocy, czasem na siebie krzyczycie. Zajęcia teoretyczne mieszają się z praktycznymi w dość równych proporcjach, każde są trudne na swój sposób.

Studiuję również na Filmówce w Łodzi, i moje życie przez ostatnie 3 lata wyglądało tak, że wracałam z zajęć/planów wraz z zachodem/wschodem słońca i zastanawiałam się, kiedy wyrwę światu te kilka godzin, żeby móc zrobić jakiekolwiek zaliczenie. Nie mówiąc o własnych pomysłach, innych pasjach, znajomych, których zostawiłam w innym mieście. Bo na samej uczelni odwalasz jakieś 10% roboty, pozostałość realizujesz w godzinach snu normalnego człowieka, szukając w międzyczasie sposobu na rozciągniecie doby i teleportację, prosząc na gwiazdkę o zmieniacz czasu, który miała Hermiona. I nie możesz myśleć o nowych butach i sushi ze znajomymi, bo padł Ci dysk, a przez cały tydzień ma padać i Twoje zdjęcia w plenerze trafił szlag.

Ale nie żałuję zupełnie tego czasu, bo zmęczenie jest niczym w porównaniu do przygód i ludzi, których spotkałam.

fot. Marlena Jabłońska / www.marlenajablonska.com

fot. Marlena Jabłońska / www.marlenajablonska.com

W jaki sposób pracujesz, gdy zajmujesz się projektem?

W sposób chaotyczny. Polegam bardzo na intuicji, wiem jaki jest mój główny cel, ale nie rozpisuje na kartce kadrów i sekwencji. Próbowałam, ale to zupełnie nie działa, bo robiąc zdjęcia poddaję się sytuacji, w której aktualnie się znajduję. A potem mam problemy (ahahaha). Nie robię zbyt wielu zdjęć, staram się szanować negatyw i jego cenę. Czasem okazuje się, że czegoś brakuje i wtedy faktycznie robię te konkretne rzeczy. Żeby coś dopowiedzieć, albo wprowadzić ulubiony chaos.

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć Marleny Jabłońskiej? Odwiedź:

Czy pracy koncepcyjnej można się nauczyć? Czy są jakieś „kroki”, które trzeba wykonać?

Oczywiście, jest masa poradników w sieci, które mówią o uprzednim researchu, nawiązaniu kontaktu z fotografowanym środowiskiem, symbolach i totalnych pewniakach, które trzeba zrobić, sposobach opowiadania historii za pomocą obrazu, konkretnych zabiegach estetycznych itp. To jest fajne, bo warto sprawdzić, jak wybrany temat został już zrealizowany. Unikniesz w ten sposób powtórzeń, podsunie Ci to nowe inspiracje, miejsca. Ale ja tego raczej nie czytam, bardziej stawiam na własne przemyślenia i rozmowy z ludźmi. Nie mówię, że to jest dobra droga, ale ja nie mam aspiracji do zostania fotografem dokumentalnym czy artystą. Chcę po prostu opowiadać o tematach, które są dla mnie ważne, w sposób jaki ja uważam za właściwy.

Jak określiłabyś swoją fotografię? Czy to dokument czy raczej swobodnie inspirujesz się tą dziedziną, pozostawiając sobie miejsce na autorską twórczość? Na czym się skupiasz – czy to zjawiska socjologiczne, ludzie, zdarzenia?

Nie wiem, nie chcę jej konkretnie nazywać. Mam problem wysyłając zdjęcia na konkursy, bo kocham fotografię dokumentalną, ale wiem, że nie wpasowuję się dobrze w ten typ. Na szczęście definicje są dość luźne, więc lawiruję miedzy jedną, a drugą. Myślę, że to nie jest aż tak ważne. Jeśli ktoś docieka, to mówię, że to o człowieku i przestrzeni, którą stworzył dookoła siebie.

fot. Marlena Jabłońska / www.marlenajablonska.com

fot. Marlena Jabłońska / www.marlenajablonska.com

Jesteś Laureatką programu Sputnika – jak do tego doszło, w jaki sposób Ci to pomogło?

To było wtedy, kiedy nie dostałam się do Łodzi i wygrałam Konkurs Empikfoto. Chciałam się uczyć, uczęszczałam na spotkania autorskie z kolektywem Sputnik Photos i bardzo podobały mi się ich prace. Przyjaciel kończąc poprzednią edycję programu był zachwycony wynikami i sposobem prowadzenia zajęć, a dla mnie to było coś nowego. Pracować nad jednym tematem cały rok? Bardzo dziwne, bardzo porządne, bardzo nie dla mnie. Więc zapisałam się. Moją mentorką była Agnieszka Rayss, która jest cudowną osobą, czułam, że mam taką „ciocię od fotografii”, do której zawsze mogę napisać, wypić kawę i powiedzieć wszystko, co przyjdzie mi do głowy. Pomogła mi otworzyć się i zrozumieć, że mogę przenieść na obraz fotograficzny co tylko chcę, i nie bać się konsekwencji tego. Pokazano mi, jak edycja może zmienić odbiór zdjęć, jak dotrzeć do odbiorców, jak pisać i mówić i swoich pracach. Dowiedziałam się również jak wygląda działalność kolektywu, jak bardzo wymagająca jest droga, aby znaleźć się na poziomie, który reprezentują fotografowie Sputnik Photos. Wzbudza to mój ciągły podziw, a jednocześnie wiem, że to droga zupełnie nie dla mnie.

Pomogło mi to również po zakończeniu kursu, na ITFie kontynuuje pracę z członkami kolektywu, prosząc o korekty swoich zdjęć. Ich zdanie jest dla mnie bardzo ważne.

Nad czym obecnie pracujesz?

Aktualnie myślę tylko o dyplomie, ale wybrany temat niezmiernie mnie cieszy i jest wyzwaniem. Mianowicie dotyczy on bałaganu, sama nie wiem do końca co z tego wyjdzie, ale część fotografii już powstała, nie mogę się doczekać dalszej części.

fot. Marlena Jabłońska / www.marlenajablonska.com

fot. Marlena Jabłońska / www.marlenajablonska.com

Jakich rad mogłabyś udzielić początkującym?

Potraktuj fotografię jak opowieść, która ma widza zaintrygować i wciągnąć. Pamiętaj o wstępie, rozwinięciu i zakończeniu. Pokazuj fotografie/gotowe sekwencje rodzinie i znajomym. Ich zdanie jest najważniejsze, bo są potencjalnymi odbiorcami Twoich prac.

Nie traktuj świata jak modela, który ma się dopasować do Twoich oczekiwań, a człowieka jak szmacianej lalki, z którą możesz zrobić wszystko. Wykonując naturalny portret, pozwól oswoić się osobie fotografowanej. Poświęcisz na to trochę więcej czasu, ale efekt będzie nieporównywalnie lepszy. Szanuj kadr i jego zawartość, patrz cały czas na światło i jego wpływ na otaczający się świat. To brzmi patetycznie, ale serio, światło jest najważniejsze.

Nie nastawiaj się na szybką sławę i pieniądze. Zawsze będę pamiętać słowa mojego promotora, który na wstępie do programu mentorskiego powiedział, że pracował ciężko kilkanaście lat na swój obecny status, i że to praca bez końca. I że fotografia to rynek jak każdy inny, i zdjęcia same się nie zrobią, nie obronią i nie przedstawią światu. Amen.

Szanuj swoje zdjęcia. Jeśli czujesz, że są dobre, pokaż je, mów o nich, nie wstydź się. Jeśli ktoś je skrytykuje, nie przejmuj się. Musisz się tego nauczyć. Na początku płakałam w poduszkę po każdym przykrym komentarzu, teraz wiem, że najważniejsze są przychylne uwagi, a hejterzy są i będą wszędzie.

Pamiętaj, jeśli Ty sam nie uwierzysz w siebie i swoje prace, to inni również tego nie zrobią.

 

Udostępnij:

Zostaw komentarz

Dla weryfikacji, podaj brakujący składnik (liczbę) działania matematycznego: Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.